
Coś pomiędzy nowojorską taksówką a autobusem. Najpopu-larniejszy środek lokomocji na Ukrainie. Bez regularnego rozkładu jazdy, ale z regularną trasą. Widok z góry na miasto – wszędzie żółte plamy. Jeśli dołączyć fonię – żółte trąbiące plamy. Przypomina stonkę. Jeżeli nie zna się miasta, trudności może sprawić zlokalizowanie przystanku, na którym można złapać marszrutkę. Należy szukać większych skupisk ludzi na chodnikach. Prawdopodobnie stoją na trasie. Prawdopodobnie to właśnie jest zupynka. Marszrutkę się łapie. Trzeba pomachać i staje. Jeszcze niedawno zatrzymywały się niemal wszędzie, gdzie wyciągnęło się rękę. Ostatnio marszrutki we Lwowie teoretycznie zatrzymują się tylko na przystankach, praktycznie – tam gdzie nie sprawiają większego zagrożenia ruchu. Marszrutki są numerowane, a ich trasa zwykle rozpisana jest na tablicach na przedniej i bocznej szybie. Bez znajomości cyrylicy może być trudno swobodnie się przemieszczać. Więc machamy ręką przed przejeżdżającą marszrutką. Prwdopodobnie się zatrzyma. Jeśli na ‘przystanku’ stoi więcej osób, które łapią ten sam numer trzeba wsiadać i zapomnieć o normalnych regułach wchodzenia do autobusu. Po prostu trzeba wsiadać i myśleć tylko o tym, żeby wsiąść. Prawdopodobnie będzie ciasno. Kilka ekwilibrystycznych ruchów ciała i może być całkiem wygodnie. Wsiadanie i wysiadanie z plecakiem wymaga trochę więcej wprawy. Trzeba to rozplanować logistycznie; obliczyć: ile przystanków przed celem trzeba zacząć się przemieszczać w stronę wyjścia, jak trzymać bagaż, żeby nie został w tłumie, podczas gdy już się będzie na zewnątrz itd. (przed Bożym Narodzeniem Ukraińcy wpakowywali się do marszrutek z choinkami, tak więc w zasadzie da się wszystko, trzeba tylko poćwiczyć). Oczywiście czasem udaje się w marszrutce swobodnie stać, czasem usiąść, ale co w tym ciekawego?
Ponieważ marszrutka jest prywatnym środkiem komunikacji ustąpienie miejsca starszej osobie, kobiecie w ciąży lub z dzieckiem zależy od tego, co o tego typu zachowaniach powiedzieli pasażerowi rodzice (w trolejbusach i tramwajach miejskich się po prostu wstaje, niezależnie od światopoglądu). Na Ukrainie młodzi mężczyżni często ustępują miejsca kobietom (także młodym i mniej urodziwym).
Na byciu w marszrutce i zwyczajnej lub mniej zwyczajnej jeździe się nie kończy. Za przejazd należy zapłacić. Nie istnieje coś takiego jak bilet, ale za to jest kieszeń lub schowek kierowcy vel wodija, vel szofera. Sposób zapłaty zależy od miasta oraz kierowcy vel wodija, vel szofera. Jeśli ktoś w marszrutce daje nam pieniądze, trzeba je wziąć i podać przed siebie, mówiąc”peredajte budlaska”. Jeśli ktoś podaje nam pieniądze w kierunku przeciwnym niż kierowca należy podać je za siebie. Kierowca wydaje resztę i nie trzeba się obawiać, że zaginie gdzieś w drodze powrotnej, nawet jeśli podany został większy nominał. Wróci. Jeśli nie wraca, można spróbować krzyczeć – duża szansa, że wróci. Nieopłacenie przejazdu kończy się wrzaskiem kierowcy, poniżeniem, zszarganiem opinii i ogólnym publicznym napiętnowaniem.
Prędkość, z jaką porusza się marszrutka zależy od natężenia ruchu. Wieczorami ostatnie marszrutki wręcz mkną. Mknięcie odczuwa się bardzo mocno, zwłaszcza na dziurach i bruku. W ciagu dnia czasem lepiej przejść się pieszo (zwłaszcza latem, kiedy jest naprawdę gorąco, ponieważ w marszrutkach panuje niepisana, żelazna zasada: nie otwierać okien!). Nocnych marszrutek nie ma.
Wysiadanie z marszrutki polega na krzyknięciu (jeśli jesteśmy z tyłu) lub wypowiedzeniu (jeśli jesteśmy z przodu) formuły: “na zupynce, budlaska”. I już. (k)